chapter V
I saw guns and sharp swords in the hands of young children.
[Bob Dylan A hard rain's a-gonna fall]
Miho powoli otworzyła oczy i sennie spojrzała w sufit. Zwróciła wzrok w stronę zegarka.
Już prawie czas
Zmieniła pozycję z leżącej na siedzącą i ziewnęła ostentacyjnie. Przeciągnęła się, aż jej stawy głośno dały o sobie znać. Po całym rytuale wstała i szurając nogami ruszyła w stronę szafki po przeciwnej stronie pokoju. Wygrzebała z niej czarny dres z logiem, zapomnianej w tych czasach, Metallici i nucąc Enter Sandman przebrała mundurek na wygodniejszy ubiór. Rzuciła szkolny strój w kąt i ubrała wysłużone skórzane rękawiczki.
-No to jedziemy mruknęła, chwytając katanę i w rozwiązanych trampkach wybiegła z pokoju.
Do sali gimnastycznej wkroczyła jako ostatnia. Jej Sensei - Takahashi właśnie sprawdzał obecność.
-Miho? wyczytał, nie podnosząc wzroku znad dziennika.
-Obecna, sir! krzyknęła sarkastycznie, zamykając drzwi kopniakiem.
-Obecna, dla odmiany mruknął po nosem Sensei. W końcu podniósł głowę i obrzucił wzrokiem swych podopiecznych. Miho wpatrywała się w niego z zaciekawieniem, jakby był egzotycznym okazem w zoo
Choć Yasuda miała w zwyczaju uprzykrzać życie swojemu Sensei, to jednak lubiła go na swój sposób. Takahashi Takero, na oko 30 lat. Był wymagającym, ale sympatycznym opiekunem. Do tego zdecydowanie grzeszył urodą. Przypominał amerykańskiego bożyszcza nastolatek. Brązowe włosy w artystycznym nieładzie i łobuzerski błysk w oczach o ciemno-brązowym odcieniu. Do tego dołeczki w policzkach, które dodawały swoistego uroku jego uśmiechowi. Sprawiało to, że był najprzystojniejszym Sensei w Suicide House. No i ten szkocki akcent, o którego pochodzeniu krążyły już legendy
Miho doszła do wniosku, że kiedyś chciałaby poznać historię życia Takahashiego, bo jego japońskie nazwisko i bajeczka o wspaniałym dzieciństwie w Osace z pewnością były fałszywe.
-Skoro jesteśmy w komplecie to proponuję trzydzieści okrążeń na początek miał lekko zachrypnięty głos. Miho czasami dziwiła się jak Sensei może równocześnie tak inteligentny i tak urodziwy.
Bez słowa ruszyli do biegu. Miho i Matthew jak zwykle się ścigali. Od samego początku ta dwójka ze sobą rywalizowała. Co ciekawe, najpierw była czysta i wzajemna nienawiść, potem rywalizacja, a nie jak to częściej była odwrotnie.
Po krótkiej, aczkolwiek wyczerpującej rozgrzewce, Takahashi rozkazał podopiecznym stanąć w szeregu. Na ostatniej akcji zginął Daisuke, przez co zostało jedenaście osób. Nieparzyste liczby nie były mile widziane. Bardzo niepraktyczny stan rzeczy. Choć i tak nie było najgorzej. W niektórych przypadkach, przy wyjściowej liczbie dwudziestu, na tym poziomie zostawało kilka osób i grupy musiały być łączone.
-Dobra ludziska przemówił Sensei po chwili namysłu. Dobierzcie się w pary i ćwiczymy!
-Yasuda krzyknął w stronę Miho, która już stała koło Reiko. Ty dzisiaj walczysz ze mną.
Rei wzruszyła przepraszająco ramionami i odeszła do Vincenta. Miho zmełła przekleństwo w ustach.
-Poczekaj chwilę, muszę pójść po katanę Takahashi rzucił do Yasudy przed wyjściem. Miho usiadła na podłodze i z zainteresowaniem obserwowała walki wokół niej. Najbliżej pojedynkowali się Vincent i Reiko. Rudzielec był lepszy w te klocki, ale nie dawał z siebie wszystkiego, aby dać blondynie odrobinę satysfakcji. Zwróciła wzrok na kolejną parę. Matthew i Kotori. Dziewczyna niezbyt dobrze sobie radziła w użyciu broni białej. Nagle Matthew, z wrednym uśmieszkiem, wytrącił jej katanę z dłoni i przyłożył ostrze do szyi. To jednak nie wybiło jej z rytmu. Wkurzona już wywyższaniem się chłopaka, jednym ruchem reki odrzuciła katanę daleko od siebie i z wykopu znokautowała Matthew. Miho roześmiała się głośno i z uznaniem oddała Kotori jej miecz, który upadł niedaleko Yasudy. Wkurzony Matthew wstał, ocierając rękawem krwawiący nos. Rzucił w stronę Kotori wiązankę wyzwisk. Miho chętnie dłużej przyglądałaby się tej dwójce, gdyby nie Takahashi, który wrócił ze swoją kataną.
-No to dawaj Yasuda powiedział, stając w pozycji wyjściowej do walki. Miho prychnęła, wyjmując miecz.
-Niech Sensei zaczyna podpuszczała go.
-Skoro sobie życzysz.
Takahashi zaatakował. Miho zablokowała go, lecz nie spodziewała się takiej siły. Jej miecz znalazł się niebezpiecznie blisko nosa. Uśmiech spełzł jej twarzy, zastąpiło go skupienie. Dawno nie stoczyła walki z kimś na tym poziomie.
-Więc dzisiaj się nie bawimy? spytała, odskakując. Takahashi odpowiedział twierdząco, jedynie wyszczerzając zęby. Nie przeraziło jej to, wręcz przeciwnie. Chwyciła katanę w obydwie dłonie.
Miho otarła wierzchem dłoni krew sączącą się z rany na czole i zakłócającą jej zmysł wzroku. Trening przeobraził się w walkę nie na żarty. Obydwoje dyszeli ciężko podczas chwilowej przerwy. Miho miała również głęboką ranę przecinającą rękę od nadgarstka po łokieć, przez co musiała trzymać miecz w lewej dłoni. Takahashi był ranny w nogę, co spowalniało jego ruchy. Reszta grupy przerwała ćwiczenia i obserwowała walkę pomiędzy Najlepszym Dzieckiem a ich Sensei. Miho była zmęczona i chciała skończyć. Takahashi również pragnął mieć to już za sobą. Yasuda chwyciła pewniej broń, Sensei analizował uważnie każdy jej czyn. Nagle zaatakowała i w kilku ruchach, wysilając ostatki sił, wybiła Takahashiemu katanę z rąk. Nie zatrzymując się, zrobiła przewrót na prawym boku i podeszła zdezorientowanego Sensei od tyłu.
-No to już chyba koniec walki stwierdził, odsuwając ostrze katany Miho od swojej szyi. Yasuda przytaknęła, łapczywie łapiąc powietrze, gdy rozległo się klaskanie. Wszyscy odwrócili się w stronę, z której dobiegał dźwięk. Pojedynek był tak zajmujący, że nikt nawet nie zwrócił uwagi na Nakayamę stojącego w drzwiach.
-Brawo, brawo. To było niezłe widowisko przemówił.
-Długo nas obserwujesz, Hayato? spytał Takahashi, podnosząc swój miecz.
-Dość długo odpowiedział krótko, jak to miał w zwyczaju. Właściwie chciałem porozmawiać z waszą dwójką, mam na myśli ciebie Takero oraz Yasudę. Ale nie mogłem przerwać tak spektakularnej walki.
Miho tylko prychnęła.
-Tak więc, zapraszam do mojego gabinetu, skoro już skończyliście rzucił w przestrzeń, wychodząc i będąc już tyłem do rozmówców.
-A wy wracajcie do roboty! Koniec sjesty! Takahashi przypomniał sobie o swoich obowiązkach i przywrócił rozleniwioną grupę do porządku.
Nakayama zatopił się w swoim skórzanym fotelu, a tuż przed nim stała wykończona dwójka wojowników.
-Chyba powinienem teraz powiedzieć możecie usiąść zaczął. Ale tego nie zrobię. Jeszcze mi zakrwawicie meble.
Zgrzybiały pedant.
-Więc czego chcesz, sir? ostatnie słowo właściwie z siebie wypluła.
-Za tydzień dzieciaki będą ubiegać się o Licencję tłumaczył. Chcę was w komisji. Takero jako jednego z Sensei. Ty Yasuda zasłużyłaś sobie na to tytułem Najlepszego Dziecka.
Miho skrzywiła się. Tytuł ten nie był czymś oficjalnym, lecz mimo wszystko miał znaczenie nawet dla Nakayamy. Tak samo jak nazwa Suicide House. Kiedyś ta organizacja była po prostu podziemiem Sory. Jednak gdy duża część rekrutów zaczynała popełniać samobójstwa, stało się domem samobójców - Suicide House*. Dzisiaj była to oficjalna nazwa organizacji
W sumie Miho pozytywnie odbierała fakt bycia Najlepszym Dzieckiem, lecz z drugiej strony, wynikały z tego inne, mniej przyjemne powinności. Na przykład takie jak ta przedstawiona przez Nakayamę.
-Rozumiem, że to przymus, a nie propozycja? spytała ostentacyjnie. Nakayama odpowiedział twierdząco, uśmiechając się paskudnie.
-Coś jeszcze? spytała od niechcenia, mając nadzieję, że to już wszystko.
-Nie, jeszcze jedno.
Miho wpatrywała się w niego z wyczekiwaniem. Czego jeszcze mógł chcieć?
-Po twoim dzisiejszej prezentacji uznałem, że będziesz świetnym egzaminatorem w kwestii broni białej.
-Słucham?!
-Dobrze słyszałaś. Ktoś ci podrzuci papiery, żebyś obeznała się w tej roli z jego ust nie schodził lisi uśmieszek.
-Dobra, niech będzie rzekła po chwili, podczas której odliczała w myślach do dziesięciu. Mogę już iść?
-Chyba tak odpowiedział. Miho rzuciła krótkie pożegnanie w stronę swojego Sensei i wyszła trzaskając drzwiami. Takahashi padł na pobliską kanapę, nie zważając na wcześniejsze słowa Nakayamy. Ten skrzywił się, wbijając wzrok w świeżą ranę na udzie Takero, po której na pewno zostaną krwawe ślady.
-Ona jest jakimś potworem stwierdził. Z osiemnastką na karku być na moim poziomie
Ba! Może nawet na wyższym














Devious Comments
Comments
yay^^ walka na katanki
--
"Zamykam się w sobie na godziny i oglądam moje fioletowe niebo nade mną."
[link] zapraszam tutaj! : )
--
"HOLD NOTHING"
If you meet the Buddha... Kill the Buddha!
If you meet your ancestor... Kill your ancestor!
Free of everything.
Bound by nothing.
Live your life as it is!
i sory ze dopiero teraz czytam, wczesniej nie mialam jak sie zabrac... >__<
--
...And she's buying a stairway to heaven.
kto ci będzie wtedy reklamy robił...? xDDD
--
Pytasz, czy czuję się zagubiony?
Jestem tylko człowiekiem. Pełnym wad i niepokojów.
[Heath Ledger]
normalnie w samozachwyt jakiś przez ciebie wpadne xDDD
--
Pytasz, czy czuję się zagubiony?
Jestem tylko człowiekiem. Pełnym wad i niepokojów.
[Heath Ledger]
ja też mam ostatnio nie za dużo czasu na dA... SH dodaje bo mam napisane z wyprzedzeniem i pisze w szkole xDD
--
Pytasz, czy czuję się zagubiony?
Jestem tylko człowiekiem. Pełnym wad i niepokojów.
[Heath Ledger]
--
"HOLD NOTHING"
If you meet the Buddha... Kill the Buddha!
If you meet your ancestor... Kill your ancestor!
Free of everything.
Bound by nothing.
Live your life as it is!
--
...And she's buying a stairway to heaven.
Previous Page12Next Page